Na temat odchudzania można napisać książkę, prowadzić lata specjalistycznych badań i snuć różne teorie. Niektóre będą głupsze, niektóre mądrzejsze. Niektóre będą służyć tylko temu, żeby wcisnąć magiczny produkt kolejnej grupie zdesperowanych kobiet. Mądro brzmiące sformułowania i wymuskane do granic możliwości zdania sprawią, że przyciągniesz swoją uwagę na dany produkt lub osobę. To normalne. Akceptuję to, że żyjemy w czasach, gdzie trzeba sprzedać swoją markę osobistą lub produkt. To naprawdę cudowne. Dla każdego jest miejsce w internecie. Każdy może promować swoje pomysły i trafić do większej grupy osób. Dzięki temu Ty też czytasz ten wpis 🙂

Nie akceptuję za to tego, że kiedy nie robię tego, co jest powszechnie uważane za coś, co powinno się robić w danej sytuacji, to od razu rzuca się do mnie grupa osób i traktuje jak wariatkę:

  • Jak to nie chodzisz na siłownię?!
  • Skończyłaś AWF że tak mówisz?!
  • I chcesz powiedzieć, że to nie jest wina genów?
  • Jakie znasz FIT przepisy?
  • A co z efektem jo-jo?
  • Jak chcesz schudnąć skoro nie ćwiczysz codziennie?!
  • I niby ile schudłaś tymi swoimi metodami?!

Wyobraź sobie teraz następującą sytuację. Uprawiasz jakąś dyscyplinę. Odkrywasz, że wszystko co do tej pory było w niej uczone, przynosi pewne rezultaty, ale odkrywasz sposób, który przynosi jeszcze lepsze. Ludzie związani z Twoją branżą kręcą głową, pukają się w czoło i utrzymują, że tak nie wypada. Duma i przyjęte standardy na to nie pozwalają. Dla Ciebie to święte krowy, którymi się nie przejmujesz. Ty wiesz swoje. Tak jak wiedział Dick Fosbury.

Czy warto jeść zupę widelcem?

Teledysk Broken Arrows jest inspirowany historią złotego medalisty olimpijskiego w skoku wzwyż z roku 1968. Fosbury zapoczątkował styl skakania zwany flopem. Możesz go zaobserwować obecnie na każdych zawodach skoku wzwyż. By zrozumieć dokładnie, co historia Fosbury’ego ma do mojego odchudzania, musimy spojrzeć z boku na jego dyscyplinę i na jej cel.

Skok wzwyż to konkurencja lekkoatletyczna, która polega na odbiciu się i przeniesieniu całego ciała nad poprzeczką zawieszoną na pionowych stojakach. Nie można jej zrzucić. Wcześniej można wykonać rozbieg.

Nigdzie nie ma zapisu o tym w jaki sposób należy się odbić. Standardowo niemal wszyscy zawodnicy oddawali swoje skoki przekładając nogi nad poprzeczką. Zwykle przypominało to zwyczajny skok przez płotki. Tylko bokiem. Ta technika nosi nazwę przerzutowej. Na Olimpiadzie w 1968 roku pojawił się Forsbury. Oddawał skoki przekręcając swoje ciało w powietrzu. Robił to w taki sposób, by plecy były zwrócone do poprzeczki. Zawodnik osiągał swój cel i nie złamał panujących w swojej dyscyplinie reguł. Za to posłał do lamusa panujące w swojej branży święte krowy, co obserwujemy do dziś. Jego technika jest obecnie standardem w skoku wzwyż.

Wszyscy jedzą zupę łyżką. Czy to oznacza, że ja jem ją widelcem? Nie! Łyżka jest najbardziej efektywnym sposobem jedzenia takich potraw. Jeśli nie spełniałaby swojej roli, na pewno jako ludzie szukalibyśmy innego rozwiązania. Przynosi jednak określony efekt.

Uważam, że istnieje masa rzeczy, w które wierzą ludzie odnośnie odchudzania, a które nie przynoszą efektów. Zamiast tego przynoszą zupełnie odwrotny skutek. Ludzie, którzy naprawdę powinni o siebie zadbać, zwyczajnie rezygnują. Uważam, że święte krowy odchudzania istnieją. Mają się dobrze i zamierzam Ci opisać te z którymi zmagałam się, gdy sama chciałam schudnąć.

Po co próbować? To zależy od genów…

Pierwsza krowa. Naprawdę ciężki przypadek w moim życiu. Mit grubych kości. Za każdym razem kiedy zastanawiałam się czy nie mam nadwagi, to słyszałam w domu odpowiedź: Masz grube kości. Kurtyna! Temat zamknięty! Sprawa załatwiona! Nawet jeśli chciałam coś ze sobą zrobić, to zaraz słyszałam coś w stylu, że rodzina od strony taty ma takie geny i widocznie muszę mieć to po nich. W ten sposób pojawiła się wygodna wymówka. Było to logiczne usprawiedliwienie obecnego stanu rzeczy. Dodatkowo świetna furtka, gdyby strzeliło mi do głowy, by próbować znów się odchudzać.

Taka już jestem i koniec. Genów nie zmienię! Mam tendencje do tycia po tacie!

Cały mój problem w tamtym okresie polegał na tym, że uważałam to za jedyne możliwe wyjaśnienie tego jak wyglądam. Nie przyszło mi do głowy, że to zwyczajnie niemożliwe. Wyobraź sobie jak gruba musiałaby być moja kość udowa w tamtym okresie, by wypchnąć mięśnie i skórę do takiego stopnia żeby uzyskać dość pokaźny obwód uda. Już wyobrażam sobie wtedy sytuacje w kostnicach, gdzie ludzie dokonujący sekcji zwłok i badacze sprawdzaliby, która osoba będzie miała największy obwód kości udowej i robiliby sobie zdjęcia jak wędkarze z dorodnymi okazami po łowach.

Teraz zupełnie poważnie. Przyjmijmy, że szkielet ludzki waży między 10 – 15 kg. Wszystko zależy od tego, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną, czy kości dobrze się rozwijały i pewnie masa innych czynników. Ale weźmy na warsztat największą możliwą wartość, czyli  15 kg. Najwięcej ważyłam w tamtym okresie 70 kg. Przyjmując, że miałam grube kości i ich największą możliwą wartość, to i tak stanowiłyby około 21% masy mojego ciała. A co z pozostałymi 79%? To tak jakbym zarabiała 2000 PLN i wydawała miesięcznie na jedzenie 420 PLN. Gdybym wpadła w spore długi, to czy ich przyczyną byłoby wydawanie 21% budżetu domowego na jedzenie?

Jesteś FIT?

Skoro już jesteśmy przy temacie jedzenia. Obecnie na jaki produkt nie spojrzę ma on na etykietce FIT. Woda FIT. Sałatka FIT. Serek FIT. Chlebek FIT. Pizza FIT. Kalosze FIT. No dobra. To ostatnie to przesada, ale nie oszukujmy się. Istnieje ogólna moda na produkty z taką nazwą. Jeśli chcesz być piękna, zdrowa i zgubić trochę tłuszczyku, to musisz być FIT! A jak nie jesteś, to się nie dziw do cholery, że nie możesz schudnąć!

Co to właściwie znaczy? Słowo oczywiście jest zapożyczone z języka angielskiego. (Co wszyscy wiemy.) Ma wiele znaczeń. Oczywiście samo określenie jest zwykle używane do opisania osób, które są w ”dobrej formie”. Skupmy się na produktach, bo słowo zawsze je określa, by podkreślić jego zalety. Idąc za słownikiem języka angielskiego wszystkie produkty fit są: odpowiednie, zdatne, trafne i właściwe.

Prosty wniosek. Jedz nasze produkty, obiadki, batoniki, bo są właściwe. Inne są niedobre. Wiadomo, że każdy sprzedawca będzie zachwalał swój produkt. To normalne. Ale doprowadziło to do sytuacji, gdzie wszystkie rzeczy na półkach stały się odpowiednie i zdrowe niezależnie od tego co zawierają. Wszystko dzięki dodaniu magicznego słowa. Ciekawe ile właściwych, odpowiednich i trafnych składników mają niektóre produkty FIT. Nieświadomie można wpaść przez to w pułapkę. Z doświadczenia wiem, że może to spowodować, że osoba która faktycznie próbuje coś ze sobą zrobić może odpuścić. Zupełnie ta sama sytuacja, co z wkrętką na temat genów.

Skoro jem produkty FIT i nie mogę schudnąć, to już chyba nic mi nie pomoże…

Mięsko to zjadłeś, a ziemniaczków nie było komu?!

Kolejną święta krową dotyczącą sposobu odżywiania podczas odchudzania jest zbilansowana dieta. Wpisując w google tą frazę wyskakują tylko artykuły z kolejnych blogów i sklepów dotyczących produktów z odchudzaniem. W każdym wpisie podkreślona jest ważność odpowiedniej diety i wymienia się szereg jej zalet. Na samym końcu podkreśla się, że jest ona niezbędna do tego, by być zdrowym.

Przypomina mi to sytuację z FIT produktami. Tam jedno słowo rozwiązywało sprawę. Tutaj mamy do czynienia z pojęciem, które nie jest jednoznacznie sformułowane i nie do końca wiadomo, co znaczy. No bo, trzeba wszystkiego po trochu zjeść, żeby być zdrowym. Wydaje się logiczne. To wie każda babcia, która chce by jej wnusie były silne i zdrowo wyglądały. Na pewno znasz tą bajkę o babci, która uwierzyła w to, że nie jesteś głodny 😉 Wiemy jak kończy się wizyta u babci i że wszystko musi zniknąć z talerza. Łącznie z ziemniakami i mięsem do końca. A po obiadku ciasto!

W pewnych założeniach niektóre wpisy się pokrywają. W pozostałych już niekoniecznie. W jednym przeczytasz, że musisz zjeść 5 posiłków dziennie. W drugim, że minimum 3. Prawie to samo. Jednak wiemy, że prawie stanowi wielką różnicę. Na niektórych stronach znajdziesz testy do wykonania, czy Twoja dieta jest odpowiednia. Odpowiednia będzie dla każdego znaczyć coś zupełnie innego.

O ile w samej idei zbilansowanej diety nie widzę niczego złego, uważam że, jest zbyt dużo niejasności i ogólników dotyczących jej zasad. Bierze się to z ogólnej mody na bycie FIT, przez co konkretne informacje rozmywają się w przepływie innych.  Pozostawia to furtkę do tego, by osoba która się odchudza i popełnia błędy, mogła podeprzeć się tym, że przecież ma zbilansowaną dietę, bo to zdrowe. W ten sposób łatwo usprawiedliwić brak efektów. Przecież pisało tam, że to i tamto więc robię dobrze.

Jeśli chce schudnąć muszę mieć zbilansowaną dietę!

Czy warto podążać za modą?

Skoro można sobie wkręcić, że jest się grubym przez kości. Pewne produkty są tylko i wyłącznie właściwe, to dlaczego nie posunąć się o krok dalej? Na początku tego wpisu napisałam, że dla każdego jest miejsce w internecie. Wszyscy wiemy, że daje nam nieograniczone możliwości. Każdy może założyć taką stronę jak ta i opisywać swoją wiedzę, doświadczenia lub przemyślenia. Social media pozwalają robić to w jeszcze łatwiejszy sposób. Ładujesz zdjęcie, filmik, dodajesz opis i jest. Bez zbędnych kosztów i straty czasu. Dodatkowo możesz zyskać darmowy zasięg. Inni zajrzą do Ciebie. Komuś Twoje idee spasują, komuś nie. Do czego zmierzam?

Wcześniej opisałam marketing produktów FIT z mojej perspektywy. Musisz jednak pamiętać, że w dobie internetu w komórkach jesteś producentem. Każdego dnia produkujesz treści w internecie. Publikujesz, przeglądasz i sortujesz. Wszyscy przesuwamy palcem po ekranie, dzięki czemu do następnych osób trafiają tylko wyselekcjonowane przez pozostałych użytkowników treści. Stworzyło to możliwość bycia samodzielnym wydawcą. Nasze profile społecznościowe stały się produktem za który ludzie płacą swoją uwagą. Otrzymujemy od innych wyrazy docenienia poprzez serduszka i komentarze. To cieszy właścicieli portali, bo użytkownicy chętniej zostają na platformie, dzięki czemu mogą zarobić.

Powstaje więc coraz więcej profili z moim ulubionym słowem FIT. Tak samo jak w przypadku produktów spożywczych. Bycie FIT jest modne i powoduje zwiększenie sprzedaży. Przecież każdy chce się czuć doceniony. Nie ma w tym nic złego. Złe jest zwykle nasze podejście do tego. Zamiast myśleć, by skupić się na swoim celu, można łatwo wpaść w pułapkę udawania kogoś kim się nie jest i robienia rzeczy, które są modne. Ja na przykład chciałam nosić rozmiar mniejszy niż 40. Zamiast się na tym skupić to patrzyłam na popularne osoby o pięknych ciałach i zwyczajnie chciałam wyglądać jak one. Pamiętaj, że każdy ma inne cele i nie ma niczego złego w czerpaniu inspiracji, ale trzeba też pamiętać, że jeśli chcesz być w czołówce w jakiejkolwiek dziedzinie, to musisz poświęcić masę lat pracy i pieniędzy. Jeśli będziesz się ograniczać tylko do wstawiania postów, które są modne, to nie zobaczysz efektów.

Ustaliliśmy już, że bycie FIT jest powszechnie akceptowane, bo jest to ”właściwa” droga jeśli chce się być zdrowym. Ale samo zdrowie będzie u każdego miało inną definicję. Ustalaj swoje cele mądrze i dostosuj je do siebie. Profile na instagramie mogą krzyczeć, że musisz zrobić to i tamto. Jeśli masz na to czas i chcesz być tak zaawansowana jak ta osoba w tym co robi, to jasne. Rób to! Dowiedz się jakie są skutki, plusy i minusy dla Ciebie. Umów się, zapłać, powiedz czego oczekujesz i niech to będą sposoby skrojone dla Ciebie. Nie oceniam tego, czy jest to właściwe i czy to dobre metody. Nie oceniam, czy te osoby robią to źle, czy dobrze. Uważam, że w większości to mega pozytywne osoby i robią wiele dobrego. Jeśli któraś robi coś nie tak, to na pewno ma dobre intencje. Uważam jednak, że porównywanie się z takimi osobami prędzej spowoduje u Ciebie doła, niż zachęci do robienia czegokolwiek.

Największy mit w tej sytuacji można skrócić do jednego zdania:

Jeśli chcę schudnąć muszę być FIT jak ta znana FIT-Osoba i ją naśladować.

Jak dojechać do Gdańska?

Nie mam efektów. Waga nie kłamie!

W pierwszym wpisie Jak zacząć odchudzanie? proszę o zrobienie zdjęć i zmierzenie obwodów ciała. Nie podaję tam wejścia na wagę i zapisania liczby kilogramów jako jednej z metod. Dlaczego? Uważam, że korzystanie z jej wskaźnika w przypadku oceny efektów odchudzania to głupota. Wiele razy łapałam się na to, że wchodziłam na ten przyrząd i wpadałam w lekką obsesję tego, by ważyć coraz mniej. Najgorzej się czułam nawet nie wtedy, gdy liczby się nie zmieniały. Najgorzej było, gdy wyświetlacz wskazywał więcej niż dzień wcześniej! Dlaczego tak się działo?

Waga wskazuje masę ogólną naszego całego ciała. Nie rozdziela go na mięśnie, tłuszcz, kości i inne jego składniki. Dodatkowo podaje tylko suchy wynik. Twoja masa w tym momencie to: x. Nie uwzględnia tam tego, że skoro jesteś kobietą, to możesz być tuż przed okresem i Twój organizm zatrzymuje w organizmie trochę więcej wody. Przez to Twoja masa i obwody będą trochę większe. Nie uwzględnia tego, że być może masz już mniej tłuszczu, ale za to pod wpływem ćwiczeń urosły Ci mięśnie. By sprawdzić jakie to ma znaczenie spójrz na ten obrazek.

By zobrazować to, o co mi chodzi wyobraź sobie następującą sytuację. Mieszkasz w Toruniu i chcesz się dostać do Gdańska.  Z Torunia do Gdańska jest 168 km. Wychodzisz więc i zaczynasz chodzić w koło domu tak, że nabijasz 168 km przebytego dystansu. Później się złościsz, że nie docierasz do wyznaczonego celu, a przecież licznik wyraźnie wskazał. Dlaczego nie jesteś w Gdańsku? Jeśli nie ważysz mniej, to nie musi oznaczać, że nie idziesz do przodu ze swoim celem.

Jestem ciekawa co Ty uważasz za mit odchudzania? Z czym musisz zmagać się, gdy chcesz schudnąć?  Czy warto opisać pozostałe mity, które utrudniały mi odchudzanie? Zapraszam do komentowania.