Chcesz wcisnąć się w ubrania o rozmiar albo dwa mniejsze, ale nie wiesz od czego zacząć. Trafiłaś w dobre miejsce. Siadaj wygodnie, ogarnij sobie jakiś napój (najlepiej bez cukru) i zobacz, co dla Ciebie przygotowałam. Jest to wstęp do cyklu wpisów, który sama jeszcze nie wiem jak nazwę, ale będzie świetnym fundamentem pod zmianę Twojego ciała. Cykl ten składać się będzie z siedmiu artykułów, które wymieniam na końcu tego wpisu. Mam nadzieję, że po przeczytaniu i wdrożeniu moich wskazówek, będziesz przygotowana na rozpoczęcie walki z centymetrami w talii i nie tylko, znajdziesz czas na aktywność fizyczną oraz znajdziesz wsparcie w wyznaczonym przez Ciebie wyzwaniu.

Na początku chcę zaznaczyć, że istnieją różne podejścia do odchudzania. Jest wielu trenerów, którzy poświęcili lata na doskonalenie swojego podejścia z rewelacyjnymi efektami. Wydali na to kupę siana i spędzili lata na testowaniu różnych rzeczy. Nie oceniam żadnej z metod. Dla mnie najważniejsze jest, że każdemu może pomóc coś innego – inna metoda. Nie ma znaczenia, czy to siłownia, skoki na trampolinach, czy typowy aerobik. Ja lubię ćwiczenia z ciężarem własnego ciała. Po latach prób, to okazało się dla mnie najlepsze, ale dla Ciebie nie musi. Jednak mogą być fajnym wstępem i podstawą, która może pomóc Ci jeśli będziesz chciała spróbować w przyszłości na przykład z ciężarami. Pamiętaj, że ćwiczenia to nie wszystko. Są one ważne, ale równie ważne jest to jakiego ”paliwa” dostarczasz do swojej biomaszyny jaką jest Twoje ciało. W sumie to wszystko jest ważne, ale na samym początku najważniejsze jest zaplanowanie co chcesz osiągnąć, zebranie danych o sobie, ustalenie planu i trzymanie się jego punktów.

Pierwszym krokiem przy realizacji każdego projektu są fundamenty. A jak już są, to można przejść do budowania wyżej i osiągania coraz wspanialszych rzeczy, czego Ci życzę! 🙂

Piękna i zdrowa

Niemal każdy chce czuć się atrakcyjnie. Wpływ na to mogą mieć ekstra ciuszki, fajne życie. Najlepiej jeszcze super partner i do tego tyłek i brzuch jak dziewczyny z okładek gazet. Wiele z nas wierzy, że pewnego dnia weźmie się za siebie, zrzuci parę kilo, poćwiczy i że to spowoduje zmianę w życiu o 180 stopni. Kupujemy karnet na jakieś zajęcia, sprzęt albo jakiś magiczny środek na odchudzanie i to wszystko ma sprawić, że będziemy mieć ciało jak marzenie, co rozpocznie pasmo sukcesów w naszym życiu. Wierzymy, że tym razem się uda, bo przecież jak nie teraz to kiedy? Tak z ręką na sercu powiedz – czy wierzysz, że cokolwiek zmieniłoby się w Twoim życiu, gdyby z dnia na dzień Twoje ciało byłoby takie jak sobie zamarzysz?

Jeśli w to wierzysz, to pomyśl proszę po jakim czasie wszystko wróciłoby do stanu pierwotnego. Czy wtedy zmieniłyby się Twoje przyzwyczajenia? Czy z dnia na dzień byłabyś przygotowana do ćwiczeń? Czy Twoje obecne nawyki pozwoliłby utrzymać Ci wymarzoną sylwetkę?

Przerabiałam to kilka razy. Dzięki temu jestem pewna, że szybkie efekty nie wystarczą. Nie chodzi nawet o samo ryzyko straty pieniędzy na różne suplementy i maszyny. Zwyczajnie martwię się o moje zdrowie. Czy pozwoli mi ono w przyszłości na realizowanie marzeń? Czy będę mogła spędzać czas z ludźmi na których mi zależy, czy może spędzę lata w kolejkach do lekarzy? Czy podatki i składki starczą na moje ewentualne leczenie? Gdy tak sobie myślę o tych smutnych scenariuszach, to zdaję sobie sprawę z ich wysokiego realizmu w obecnych czasach.

Powiedzmy sobie jasno. Nie łudzę się również, że wszystko co kupujemy codziennie w sklepach jest najwyższej jakości. Wiem, że żywność jest wysoko przetworzona. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje ulubione i najsmaczniejsze przysmaki nie wpływają korzystnie na mój organizm. Doskonale rozumiem jak świat pędzi do przodu, co powoduje mniej aktywności fizycznej, która była kiedyś dla ludzi naturalna. Rozumiem i znam ten ból, gdy po ciężkim dniu nie chce się niczego poza walnięciem się na kanapę i obejrzeniu jakiegoś fajnego serialu. Nie wiem jak nazwać to zjawisko, ale doprowadza to do sytuacji, gdzie w najbliższych latach co druga osoba ma cierpieć na otyłość lub nadwagę. Nie znaczy to, że będę na siłę zmieniać świat. Jednak intuicja podpowiada mi, że to co się dzieje nie jest normalne i osobiście nie chciałabym odczuć konsekwencji tego wszystkiego na własnym zdrowiu.

Chce zwyczajnie zadbać o siebie i zapobiegać. Wiem, że jeśli teraz będę starała się dobrze prowadzić i będę aktywna, to zapewnię sobie kilkanaście dni lepszego zdrowia na przyszłość. Codzienne targanie na sobie zbędnej tkanki tłuszczowej nie przynosi niczego dobrego, a dodatkowo strasznie obciąża stawy.

Wolność od przesadzania

Kiedy będę wiedziała, że dobrze się prowadzę? Gdy obwody mojego ciała nie przekroczą pewnej normy. Jeśli przez długi czas moje pomiary w pasie, udzie i ramionach będą ciągle rosły, to będzie znaczyło podążanie w złym kierunku od zamierzonego. Nie mówię oczywiście o cyklicznych wahaniach w wadze i centymetrach, bo to normalnie. Kilogram, czy dwa (albo dwa centymetry więcej w pasie) przed okresem lub po obiedzie u mamy nie będą spędzały mi snu z powiek. Mam na myśli systematyczne przesuwanie się w kierunku punktu wyjścia od jakiego zaczynałam, czyli rozmiaru XL.

Centymetr od jakiegoś czasu jest dla mnie najważniejszym wyznacznikiem, którym się kieruje podczas oceniania moich postępów w schodzeniu o rozmiar mniej  utrzymaniu formy. Jak sprawić, żeby liczby w pomiarach leciały jak oszalałe? Uważam, że jest to możliwe. Problem jednak polega na tym, że wypadałoby robić, to pod opieką prawdziwego specjalisty i być monitorowanym non stop. Naturalne jest, że to kosztuje wiele, a mało kogo stać na taką ciągłą opiekę eksperta.

W jaki jeszcze sposób można sprawić, by schodzenie w obwodach było łatwe? A może inaczej. Jak nie dokładać dodatkowych centymetrów i nie robić sobie większego problemu? Wszyscy chcemy i myślimy o rewelacyjnych rezultatach w każdej dziedzinie. W moim przypadku wyglądało to tak, że nie robiłam nawet pierwszego kroku, żeby coś zmienić. Byłam w dołku i myślami marzyłam, by z niego wyjść. Zamiast tego zaczynałam coraz bardziej kopać i zapuszczać się coraz niżej. Chcę tą metaforą zobrazować błąd jaki być może popełniasz, gdy marzysz o super efektach diety lub ćwiczeń, a zapominasz o podstawach.

W mojej opinii kluczem do sukcesu jest eliminacja lub chociaż ograniczenie spożywania wszelkiego rodzaju jedzenia i napojów, które powszechnie wiadomo, że nie sprzyjają odchudzaniu. To na pewno każdy z nas może zrobić. Dodatkowo nie wymaga to kosztów. Czasem wręcz przeciwnie. Jeśli jadasz często na mieście, to można zaoszczędzić na tym kilka złotych.

Wiem, że spodziewałaś się jakiegoś odkrycia lub magicznego sposobu. Wybacz! Nie znalazłam takiego. Zwyczajnie zaczęłam od zaprzestania przyjmowania napojów gazowanych, pączków, batoników i innych tego typu duperelii. Dodatkowo fast-foody poszły na trochę w odstawkę. Wiem też, co sobie teraz myślisz. Że jak to i to tak na zawsze? No właśnie Cię tutaj pocieszę 🙂 Nie na zawsze i jestem wolna od przesadzania. Po prostu ograniczyłam spożycie tego i owego w nadmiernych ilościach. Nie zapominaj, że ja też jestem tylko człowiekiem i chętnie skuszę się na pizzę albo szklaneczkę czegoś gazowanego, ale wszystko ma swój czas i miejsce.

Dodatkowo istnieją grupy produktów, które wyeliminowałam całkowicie z mojej diety, co dało największy efekt i o tym chciałabym Ci opowiedzieć w zbliżających się artykułach. Najlepszym przykładem jest białe pieczywo, którego praktycznie nie spożywam. Zauważyłam znaczną różnicę w tym jak się czuję, gdy odstawiłam chleb.

Przeszkody w eliminacji

Często słyszę: Nie jest ci ciężko tak odmawiać sobie jedzenia? Jeśli przyjmiemy, że wszystko co ląduje w moich ustach jest jedzeniem, to nie ma najmniejszego problemu. Przecież nie głodzę się. Nie robię sobie głodówek. Jem tylko coś innego niż kiedyś. Jeśli nie lubisz pić piwa każdego dnia, to przecież nie znaczy, że nic nie pijesz i chodzisz ciągle spragniona i pościsz. Pijesz dużo wody, herbaty, kawy.

Moim celem nie jest głodzenie się. Wiadomo, że organizm potrzebuje energii by funkcjonować. Zależy mi na pozbyciu się z mojego życia rzeczy, które przynoszą więcej strat niż korzyści w dłuższej perspektywie czasu. Wcześniej było to jedzenie ze stresu, opychanie się słodyczami na poprawę humoru, niekonsekwencja w postanowieniach (tutaj czasem się jeszcze wyłożę, ale jest coraz lepiej 😀 )

Wyeliminować złe nawyki nie jest łatwo. Napomknęłam już o tym w artykule – ”Zbieranie danych – czyli jak zacząć odchudzanie” Czyha na nas wiele pułapek i niebezpieczeństw:

  • ”Przecież to tylko kawałek pizzy. Nic się nie stanie jak go zjem.”
  • ”Dlaczego mam sobie odmawiać takiej przyjemności?”
  • ”Należy mi się po ciężkim dniu.”
  • ”No co Ty? Nie jesz z nami?”
  • ”Ze mną się nie napijesz?”
  • ”Nie przesadzaj. Odchudzanie. Myślałby kto…”
  • ”Te słodkości, to moja jedyna przyjemność.”
  • ”Ziemniaczki zjedzone?”
  • ”To teraz ciasto!”
  • ”Od jednego batonika nie przytyje.”
  • ”Od jutra tego nie jem.”
  • ”Teraz już serio. Od poniedziałku biorę się za siebie.”
  • ”Nie przesadzaj. Wyglądasz super! ”

Wachlarz wymówek i tekstów sabotujących, które mówisz i słuchasz od innych jest ogromny. Oliwą do ich ognia stają się często nasi najbliżsi. Nieświadomi niczego podkopują nasze kiełkujące postanowienia. Starsi uważają, że wydziwiasz z jakimiś dietami i pudełkami, a tak w ogóle to przecież ”zdrowo” wyglądasz, bo ”chłop na kości nie poleci”. Młodsi nie chcą Cię urazić i mówią, że przecież super wyglądasz, a tak w ogóle, to dziś jest posiadówka i zacząć się odchudzać możesz od jutra, bo dziś Ci nie zaszkodzi zjeść to i owo. Tak, czy inaczej ogromny wpływ na efekty ma Twoje otoczenie i czy tego chcesz czy nie, niektórym nawet nie jest na rękę, żebyś coś ze sobą zrobiła. Wszyscy Cię znają taką jaką już jesteś więc po co miałabyś się zmieniać?

Dodatkowo nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale samo jedzenie większości rzeczy z Twojej diety może powodować zmiany w metabolizmie. Cukier i węglowodany w ogóle, mają to do siebie, że wpływają na nasze hormony w taki sposób, że chcemy przyjmować ich więcej. Najlepiej może zobrazować to fakt, że często chodzi za nami coś słodkiego. Prócz tego cukry są zwyczajnie uzależniające, ponieważ po ich spożyciu czujemy przyjemność. Ile razy czekolada, lody, ciasteczka lub muffinki  poprawiły Ci humor? Ludziom, którzy mają problem z powstrzymaniem się przed swoją rządzą do słodkości przypina się różne łatki. Prawda jest taka, że często nieświadomi pogrążają się w coraz większym dołku, a gdy chcą już z niego wyjść jest tylko coraz gorzej, bo poprawiają sobie humor słodyczami. Wiem z autopsji! Strzelałam sobie w stopę z pistoletu załadowanego słodkościami! Gdybym wiedziała to wcześniej… 🙂

Jak eliminować?

Po chwili zastanowienia dochodzę do wniosku, że z powodu mojego lenistwa mogłoby się to nie zadać na wiele. Całe szczęście moje drugie ograniczenie, którym jest bycie upartym obróciło się na coś pozytywnego. Największe efekty osiągnęłam w momencie, gdy chciałam spróbować sił w piłce nożnej. Nie chodziło o grę niczym Messi, Ronaldo, Ewa Pajor, czy Alex Morgan. Po prostu chciałam pokopać w jakiejś drużynie i czegoś się nauczyć. Problem polegał na tym, że początek tej zabawy w bardzo późnym wieku od razu stawiał mnie na straconej pozycji. Mimo moich wielkich starań nie widziałam żadnych efektów dotyczących poprawy moich umiejętności w tej dziedzinie.

Szukając rozwiązań tego problemu poprosiłam o pomoc mojego chłopaka. Szybko uświadomił mi, że piłka nożna to gra w której wiele mankamentów można nadrobić chęciami i zaangażowaniem. Do tego jest to sport, który wymaga ogólnej sprawności fizycznej, a im lepsza sprawność tym łatwiej zatuszować pewne mankamenty. (Mam na myśli poziom amatorski, choć na poważnych meczach też zdarza się, że jakaś drużyna ogromnym zaangażowaniem wydrze zwycięstwo lepszemu piłkarsko rywalowi.) Podejście do tego sportu, nie ważne na jakim poziomie, to sprawa na inny temat. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że zostałam zmuszona do poważnego zastanowienia się nad tym jak wyglądam. Nie chodziło już o same walory estetyczne. Najbardziej chodziło o zwykły pragmatyzm. By poprawić się w futbolu musiałam pozbyć się zbędnego balastu jakim był spory procent tkanki tłuszczowej. Po opracowaniu planu ruszyliśmy do działania.

W tamtym okresie popełniłam także wiele błędów, ale też bardzo wiele się nauczyłam:

  • Najtrudniej jest zacząć. Jak już zaczniesz i zaczynasz się czegoś trzymać, to z każdym dniem jest coraz łatwiej. Następuje coś w rodzaju efektu kuli śnieżnej. Rozpędzasz się i w pewnym momencie jak już przekroczysz pewną granicę, to ciężko Cię zatrzymać z Twoim postanowieniem
  • Najlepsze efekty osiągnę jeśli będę słuchać osoby, która wie jak coś zrobić. Wtedy mogę iść na skróty. Ucz się na cudzych błędach, a nie swoich
  • Nie ma rzeczy niezastąpionych. Tak bardzo chciałam pozbyć się oponki, że nie było dla mnie problemu, by zastąpić batoniki ogórkami kiszonymi i marchewką
  • Nie potrzeba wielkich nakładów finansowych, by coś zmienić w swoim życiu. Wszystko co zaczęłam robić opracowałam z chłopakiem na bazie możliwości, które mieliśmy pod względem czasu i gotówki
  • Otoczenie ma bardzo duży wpływ na Twoje efekty. Jeśli masz kogoś kto Cię szczerze wspiera, to wiele spraw staje się zwyczajnie prostsze. Trudniej jest po prostu odpuścić

Dziwnym trafem okazało się, że ograniczenie wpierdalania słodyczy i picia napojów gazowanych na potęgę nie jest takie trudne jak może się wydawać. Oczywiście skusiłam się czasem na coś, ale uwolniłam się od przesadzania. W tym wszystkim pomogła mi głęboka świadomość tego, jak to wpływa na mój organizm. Zdałam sobie sprawę jakie koszty ponoszę za każdym razem, gdy zaczynam przeginać ze słodkościami. Co z tego, że te lody byłyby takie pyszne. Myśl o tym, że łatwiej będzie mi się biegać odsuwała chęć sięgnięcia po nie.

Władza nad obwodami ciała

Moim zdaniem nic tak nie pomoże eliminować złe nawyki jak świadomość tego, co możemy w wyniku ich ciągłego powtarzania stracić. Mam wrażenie, że poczucie straty bardziej działa na nas jako ludzi, niż propozycja zysku. Ja nie chce być brzydka i schorowana. Tym bardziej, że lada dzień strzeli mi trzydziestka. Dlatego właśnie chcę mieć władzę nad tym jak wyglądam. Jeśli też chcesz mieć taką kontrolę, to szykuję dla Ciebie serię artykułów, które pomogą Ci nabrać większej świadomości i zacząć zmiany, które mogą pozwolić Ci na władanie nad własnym ciałem 😉

Cykl ”Po prostu mniej” składać się będzie z artykułów, w których chce opisać:

  1. Wolność od przesadzania – wstęp cyklu, który właśnie czytasz
  2. Jak przygotować się do odchudzania? – wyznaczamy punkt wyjścia i punkt do jakiego chcemy dotrzeć
  3. Najlepsze sposoby na motywację.
  4. Co musisz wiedzieć zanim zaczniesz się odchudzać.
  5. Jak rozpocząć ćwiczenia?
  6. Po prostu mniej – kluczowe rzeczy, których należy się pozbyć z  codziennego życia jeśli chcesz schudnąć
  7.  Jak znaleźć czas na ćwiczenia i aktywność fizyczną?

Artykuły mogą być zmieniane i poprawiane według Waszych potrzeb. W następnej kolejności chciałabym, żeby ta teoria nie poszła w las i była listą kolejnych rzeczy, które ktoś postanowił zrobić i nigdy tego nie wykona. Co Wy na to, żeby była kontynuacja i coś więcej poza samymi artykułami?

Wyzwanie i wsparcie

Od napisania pierwszego wpisu na tej stronie zastanawiam się nad stworzeniem facebookowej grupy, która miałaby na celu zebranie walczących z centymetrami w jednym miejscu. Przede wszystkim wiem jak ważne jest wsparcie, gdy walczysz ze swoimi słabościami. Zrozumienie mogą okazać osoby, które mają problem dokładnie jak Ty. Oprócz tego świadomość jak wiele ludzi zmaga się z podobnymi wyzwaniami może spowodować zejście presji z osoby, która chce coś zmienić. Co myślisz na ten temat? Jeśli popierasz ten pomysł to serdecznie zapraszam! Na grupie pojawią się kolejne artykuły w pierwszej kolejności!:

Facebookowa Grupa ”Po prostu mniej”

Jeśli podoba Ci się mój blog, to nie trzymaj tego tylko dla siebie. Proszę, pomóż mi zwiększyć dotarcie do innych osób, którym moja historia może pomóc zrealizować cele. Być może jest ktoś wśród Twoich znajomych, komu warto podesłać adres http://www.rozmiarmniej.pl. Z góry dziękuję i gratuluję, że dotarłaś do samego końca wpisu 🙂 Dobrego dnia!